Zmiany... zmiany... zmiany.
Zmiany, zmiany, zmiany. Cytując koronnego obśmiewacza PRL’owskich absurdów (link przypominający - tutaj -). Wiadomo jak to w życiu: z jednej strony ambicje i plany a z drugiej zrządzenie losu i czysty przypadek mogą zadecydować o najważniejszych zakrętach naszych losów. Na jedne sprawy nie mamy żadnego wpływu i musimy je zaakceptować. Drugim zaś, tym mniej losowym, możemy nieznacznie pomóc. Własna lub czyjaś motywacja, chęć naruszenia stabilnej rutyny czy kop we własne duspko, będący głównym bodźcem do przerwania stagnacji i wyjścia z ciepłego i wygodnego kurwidołku, jaki wyściełaliśmy sobie przez ostatnie kilka lat. Tak, drodzy Państwo – nie ma nic bardziej motywującego niż solidny kopniak w zgnuśniałe cztery litery.
I tak wracając do
tematu zmian. Poprzez ostanie dwadzieścia lat przelatując przez restauracyjne
kuchnie, fabryki mebli, magazyny i sklepy robiłem różnorakie rzeczy: myłem,
sortowałem, kierowałem, naprawiałem, skręcałem i dostarczałem. Ostatnie czternaście
lat stało pod znakiem kierowania. I tak przeskakując z wózka widłowego
wylądowałem na dostawczaku meblowym. Kilka lat minęło i nastąpił kolejny przeskok,
który umieścił mnie za sterem cysterny mlecznej. Bujany falami płynnego nabiału
przejeździłem tak sześć lat by, wskoczyć jeszcze wyżej i od 2019 usiąść za
sterami prawdziwego, czterdziestotonowego łamańca wożącego się po Walijskich
drogach.
Jak to u mnie bywa,
znów minęło mi następnych siedem, pędzących na złamanie karku lat i zachciało
mi się zmian. Pierwsze, niezgrabne kroki poprowadziły mnie do uprawnień na
niebezpieczne towary. Dalej, motywowany łatwością pomyślałem o głębszej wodzie –
może jakieś studia, może jakieś uprawniania, może jakieś kwalifikacje z tematu
logistyki i dystrybucji? I tak zacząłem rozważać różne opcje, przy okazji
pytając i rozmawiając z mądrzejszymi i bardziej doświadczonymi ode mnie. I oto proszę
– kilka furtek rozwoju otworzyło się na raz i nie pozostało nic innego jak skorzystać
z nadarzających się okazji i wybrać jedną z całkiem nowych ścieżek rozwoju,
która wyrosła tuż pod moim nosem (w mojej obecnej firmie). Nie wnikając w
głębsze szczegóły napisze tylko że jest to praca związana z logistyką i planowaniem
– a więc dokładnie to o czym myślałem kilka miesięcy temu. Trochę dziwnie przeskoczyć
zza kierownicy przed klawiaturę, ale przecież o to właśnie i chodziło –
konkretne zmiana i nowe pole do nauki oraz rozwoju, więc nawet nie musze tłumaczyć
jak ukontentowany obecnie jestem.
Nowa praca przywiała
wraz z sobą kolejne zmiany, o których już wspominałem w poprzednim wpisie. Normalny
sen, przynosi odpowiednią regeneracje ciała i umysłu, więc trzeba korzystać z
nadarzającej się okazji i zadbać o endorfiny i ruch. Dlatego staram się biurowe
dupogodziny balansować z jak najczęstszymi sesjami biegu i dłuższych spacerów z
mym psim kompanem-seniorem. Mam nadzieje, że jesienno-zimowa aura nie zniechęci
mnie do robienia kolejnych kilometrów, a nowa praca będzie dostatecznym
treningiem dla szarych komórek i pamięci. I choć pozycja, która właśnie dostałem
nie jest jeszcze do końca pewna, to tym bardziej staram się trzymać za siebie
kciuki i wprowadzać zdrowe nawyki do codziennej rutyny.
Na koniec chciałem przesłać serdeczne pozdrowienia dla każdej osoby, która czyta moje blogowe wpisy. Choć robię to dla siebie, to jednak miła jest świadomość tego, że właśnie to czytasz i może te moje kilka zdań wywołuje u Ciebie jakieś emocje lub grymasy twarzy przypominające lekki uśmiech. Pod koniec wpisu, jako iż właśnie mamy pierwszego listopada to chciałbym ku pamięci poprosić Was o to, byście nie wspominali swoich bliskich, którzy odeszli poprzez żal i smutek. Postarajcie się celebrować własne życie, wspominając to kim dla was oni byli, czego was nauczyli kim dzięki nim dzisiaj jesteście. Trzymaj się ciepło w ten jesienny dzień.
Bywaj i do następnego przeczytania.

Komentarze
Prześlij komentarz