Radykalne nory internetu.
Już sam nie wiem czy to kwestia czasów w jakich przyszło mi funkcjonować, czy może kwestia wszechogarniającej dostępności internetu oraz masy informacji płynących z mniej lub bardziej społecznych portali. A może to kwestia wieku i bycia osobnikiem ślizgającym się już po czterdziestce, który zadaje sobie już nieco inne pytania i szuka odpowiedzi w opiniach podobnych sobie jednostek? Ciężko jednoznacznie określić, lecz na pewno każdy, na pewnym etapie życia zaczyna skupiać się nieco bardziej na sobie oraz na tematach, wokół których orbituje nasze zdrowie.
Efekt cieplarniany, globalne konflikty, ogólnoludzki konsumpcjonizm, plądrowanie złóż naturalnych, islamski potop, postcovidowe popłuczyny czy polityczne zagrywki są tylko odległym tłem, gdy na tapet wchodzi zdrowie. Nastoletnia ''nieśmiertelność'' jest już odległą pieśnią przeszłości a wraz coraz gęściej prószącą siwizną oraz niemiłosiernie postępującym ''odwróconym irokezem'' człowiek stara się rozbudować wiedzę i poniekąd dowiedzieć się czym tak naprawdę się ''podtruwał'' przez ostatnie dekady. I tak trafiamy na grupy, portale i aplikacje maści wszelakiej. Algorytmy nie są głupie, więc wystarczy parę polubieni, jakiś komentarz, nowa subskrypcja i już zaczynamy się zsuwać po równi pochyłej do najdalszych zakamarków skrajnego fanatyzmu. Spokojne początki, bazujące na poszukiwaniu porad i sprytnych rozwiązań, szybko nabierają wartkiego tempa. Nagle z kilku źródeł wiedzy, wpadamy do głębszej rzeki, która jeszcze mocnej ciągnie nas z nurtem gładko przyswajalnej wiedzy. Głód ciekawości oraz spiętrzające się pytania jeszcze solidniej usadzają nas w jednoosobowej łódce, która teraz już mknie swobodnie w kierunku wodospadu, wysyłającego nas wprost do otchłani, będącej siedzibą poglądowego radykalizmu.
Tak właśnie wyglądała moja podróż w kierunku meandrów alkoholowej rzeki. Zaczęło się od (w dalszym ciągu mocno rekomendowanego przeze mnie) podcastu ''Po Odwyku'', potem trochę materiałów z pogranicza diety oraz odżywiania z nigdy nie kończących się algorytmów instagrama. Następnie dwie ciekawe pozycje książkowe autorstwa Marty Markiewicz (Bez alko i dragów jestem nudna) i Mateusza Grzeszczuka (Światy Lękowe), po czym algorytm rozhulał się na całego sugerując mi kolejne materiały na wszystkich możliwych platformach audio-wizualnych internetowego oceanu. Jednak prawdziwą ‘’wisienką na torcie’’ była książka Roberta Rutkowskiego i Ireny Stanisławskiej o tytule ''Alkoiluzja – Wyjście z alkoholowej sekty''. Wow! To już prawdziwy rarytas będący zwieńczeniem tej jakże pouczającej przygody. I doskonale zdaje sobie sprawę, że każdy człowiek może mieć inne doświadczenia i ''relacje'' z etanolem, a Pan Rutkowski jest profesjonalnym terapeutą i pomógł niejednej już osobie, lecz książka (będąca bestsellerem) skutecznie podmyła fundamenty mojego ''abstynenckiego zamku''. I nie chodzi o samą ciężkostrawność (świadomy czytelnik przełknie nawet najgorsza prawdę ''bez popity'') wykładanych informacji i przytaczanych faktów, lecz o sam sposób ich podania bazujący na historyczno-kulturowych odniesieniach, religijnych przesłankach a przede wszystkim na własnym JA autora, który z wywyższonej pozycji spogląda na ''alkoholowy motłoch''…a przynajmniej takie daje się odnieść wrażenie – nie polecam.
Kończąc już wpis, bazujący na świeżym niesmaku pozostawionym przez ''Alkoiluzje'', chciałbym przestrzec przed uzależniającymi algorytmami. Materiały na sieci są jak królicze nory z Alicji w Krainie czarów – człowiek chce tylko zaglądnąć w poszukiwaniu odpowiedzi a wpada w głęboką jamę wykopaną przez algorytmy, która prowadzi (jak w bajce) do absurdalnego świata ultraradykalnych wizji. Temat alkoholu jest tylko jedną z wielu niewinnych ''norek'', także uważaj, kiedy następnym razem w poszukiwaniu informacji podążysz za jednym z wielu ''Białych Królików'' o dobrze znanych nam wszystkich imionach: cukier, żywność przetworzona, brak snu, dieta, suplementy, szczepionki, energetyki i co tam jeszcze sobie teraźniejszy człowiek wymyśli. Bywaj zdrów, włącz myślenie i dbaj o siebie drogi czytelniku! Do następnego.

Komentarze
Prześlij komentarz