Warszawski H4OS - czyli kolejny zlot geeków, introwertyków i innych ''kosmitów''.


    Ludzie tworzą okazję, a okazję ściągają jeszcze więcej ludzi, kreujących jeszcze więcej okazji. Tak to właśnie działa w przypadku imprez tematycznych zrzeszających niezliczone masy "oryginałów" z całej (i nie tylko) Polski. Kiedy już zaczyna mi się wydawać, że znam większość osób, latających po popkukturowo-giereczkowej bańce, słuchanych przeze mnie podcastów trafiam na kolejną imprezę, która uświadamia mi w dobitny sposób jak bardzo się mylę.

Warszawski RePlay!, któremu w ciągu paru miesięcy udało się wyrosnąć i zaznaczyć swoje miejsce na gęsto zasianej mapie polskich eventów spod znaku retro, poradził sobie całkiem zgrabnie. Udało mu się wykiełkować na lekko gorzkawej ściółce spróchniałego Pixela i można powiedzieć, że po przejęciu "pałeczki" skutecznie przewietrzył Warszawska atmosferę, załatwiając na dobre post Pixelowy niesmak. Obok standardowych sprzętów, masy wystawców, stoisk z popkulturowym dobrem, licznych muzeów i kolekcjonerskich inicjatyw można było również zahaczyć o prelekcje, konkursy i zawody. Troszkę bolał słaby catering oraz brak miejsca do swobodnej wymiany myśli i czysto imprezowej integracji. Teren jednostki edukacyjnej musi rządzić się swoimi prawami, lecz cóż to za problem to tak kreatywnych jednostek, które wynalazły na prędce malowniczy ogródek piwny, usytuowany w mocno strategicznym miejscu - między kinem elektronik a wieczne czynnym wodopojem, spad znaku bardzo popularnego w Warszawie płaza. 

Rozpoczynając temat między charakterowej fuzji i ostrego natężenia entuzjastów popkultury na metr kwadratowy, musze napisać o sobotniej imprezie spod znaku Starego Gracza. Jeden z bardziej wyluzowanych podcastów na sieci obchodził piąte urodziny i tak naprawdę to ten fakt był głównym przyczynkiem do mojej stołecznej eskapady. Impreza odbywające się w Warszawskim H.4.O.S.ie była ogłoszona na kilka miesięcy do przodu, więc kwestia znalezienia taniego lotu oraz kilka słów namowy podrzuconych mimochodem przez Szychę i Kosmatego były tylko formalnością dopinająca cały plan na ostatni guzik. Prawdę mówiąc to po ostatniej imprezie, która miała miejsce w połowie grudnia 2024, wiedziałem, że lokal H.4.O.S jest perfekcyjnym miejscem, który niczym lep na muchy przyciągnie jeszcze większą liczbę geeków, chętnych na spędzenie wieczoru w towarzystwie podobnie ‘skrzywionych’ jednostek. Dla mnie zarówno piątkowa jak i sobotnia noc miała swoje oficjalne zwieńczenie wraz z zamknięciem lokalu i nikt (łącznie ze mną samym) nie przypuszczałby, że tak naprawdę nocne Polaków rozmowy będą trwać aż do porannych godzin następnego dnia zamieniając większość weekendowego wyjazdu w prawdziwy konkurs wytrzymałości i odporności na brak snu.

Lecz nawet nie mam zamiaru skręcać w kierunku jakichkolwiek narzekań. I choć często przez rondel przelatywała mi złota sentencja Dannego Glovera z Zabójczej Broni (I’m too old for this shit.) to jednak przetrwałem ten dziki weekend poznając masę pozytywnie zakręconych ludzi. Jak już wspominałem wcześniej imprezy tematyczne ściągają sporą ilość ''osobliwych'' krajan różnego pokroju. Poczynając od domorosłych wynalazców elektronicznych cudów, poprzez mini twórców (którzy już dawno powinni być dobrze wszystkim znani, lecz algorytmy chcą inaczej) i popkulturowych znawców, a kończąc na introwertycznych ''przybyszach z innych planet'', którzy przed przybyciem na ziemie zapomnieli o przeczytaniu instrukcji bycia człowiekiem (dzięki Kosmaty ;)). To właśnie ta mieszanka losowych interakcji z przypadkowo wpadających na siebie ludzkich jednostek stanowi dla mnie bezcenną wartość. Jeśli dodam do tego świetne miejscówki, ciekawe alkohole, luźne wykłady i dobrą muzykę to już wiem, że było warto.

    Wspominając miniony weekend, uśmiech sam automatycznie montuje się na mazaku. Oprócz latania na rauszu i losowego obijania się w ''ludzkiej maszynie losującej'', prawdziwą kulminacją weekendu było RePlayowe! afterparty. Jak wielką niespodzianką był dla mnie sam event, tak jeszcze większą informacją o występie Przemka (mniej lub bardziej znanego jako Urban Pulse lub Skipp). Jest to artysta, tworzący muzykę elektroniczną z pogranicza wielu gatunków. Najważniejsze jest to, że słucham jego kawałków już od czasów szkoły średniej, lecz dopiero na jednym z moich pierwszych Pixeli mogłem scalić muzykę z prawdziwym człowiekiem (o wiele za skromnym jak na taki talent). I tak oto osiem lat później znów miałem okazje ‘pofruwać’ w Warszawskim Potoku przy granym na żywo secie – wielkie dzięki Przemo!

Następną niezmiernie przyjemną niespodzianką było kolejna spotkanie po latach. Jak dobrze jest czasem zadzwonić, wyciągnąć rękę i spotkać się bez żadnej większej przyczyny. Świadomość tego, że mimo wielu lat przerwy i działania w zupełnie innych światach człowiek siada i może na luzie porozwijać o wszystkim z podobnie myślącą jednostką – dzięki Arek za czas i podzielenie się szerszą perspektywą. Dodatkowo za sprawą zaproszenia i możliwości dopingowania ''niezniszczalnej'' Julki mogłem zobaczyć na własne oczy czym jest Hyrox. Ciężko opisać dokładnie co się czuje obserwując zmagania mniej lub bardziej profesjonalnych atletów na tym torze wytrzymałościowym. Powiem tylko że natężenie motywacji i chęci do ruszenia własnego dupska wysadzało cały PGE Narodowy w kosmos! Dzięki Arek i brawo Julka, jesteś wielka!

Zwieńczeniem całego wyjazdu, było spokojne orbitowanie u mojego ''Mińszczaniniowego Brata'', gdzie ładowanie baterii przed ostatecznym odlotem na wyspę przemieniało się w kolejny wieczór z cyklu późne Polaków rozmowy. Tym razem w zacnym towarzystwie emigracyjnego kolegi Artura oraz zawsze trzymającej rękę na pulsie Karo. Piękne dzięki za gościnne, podwózkę, pyszny jabłkowy ''wywar'' i kupę zdrowego śmiechu sponsorowanego przez naturalną rozmowę.

    Niecałe dwie i pół godzinki snu i nadszedł czas na rozpoczęcie powrotnej wyprawy. Mógłbym ponarzekać na prawie dwugodzinne opóźnienie spowodowane gęstą mgłą nad Liverpoolem i międzylądowaniem w Manchesterze, lecz lepiej zachować optymistyczny nastój wpisu. Udany to był weekend i nie zaponę go nigdy. Szczerze dziękuję wszystkim za wspólnie spędzony czas. Stanowczo było go za mało by ze wszystkimi na spokojnie porozmawiać, dlatego przesyłam wyrazy wdzięczności za każdą chwile: wspólne popasy w lokalnych baro-restauracjach, dzikie pląsy na Potokowym afterparty, zawodowy chill-out w piwnym parczku, wspólną rywalizacje przy grach i pinbalach a przede wszystkim za pozytywny klimat, tony zdrowego śmiechu i niezapomniane wrażenia. Trzymajcie się twardo, bądźcie zdrowi i oby do następnego.

Komentarze