Emocjonalna podróż z ''Najgorszym człowiekiem świata''.


    Może jeszcze nie ulubiony, może jeszcze nie wielokrotnie odświeżany, może nie najbardziej znany, ale na pewno warty polecania…a zwłaszcza na świeżo, po pierwszym seansie. Choć najczęściej publikuje wpisy, dotyczące moich ulubionych filmów, wrzucając je na filmową półkę, to przecież w między czasie konsumuje ogromną ilość innych filmów, z których często można wydłubać coś naprawdę dobrego. A więc zamiast ciągle wskakiwać do sentymentalnego wagonika dobrze znanych pozycji, postanowiłem napisać o czymś w miarę bieżącym, na co trafiłem przekopując się przez bezkres streamingowych pozycji zakopanych w niekończących się listach spod znaku „do obejrzenia”.

A więc czas przedstawić ''winowajcę'' tego wpisu, czyli ''Najgorszego człowieka świata'' z 2021 roku w reżyserii Joachima Triera. I może zacznę arcybanału w postaci stwierdzenia: nie ma to jak trafić na odpowiedni film w odpowiednim momencie życia. Gdzieś tam zasłyszane, coś tam kiedyś powiedziane, ale tak naprawdę nic nie widziałem o filmie, kiedy zaserwowałem sobie go na sobotnie śniadanie. Pociąg pełen załadowany po brzegi emocjami dojechał do jednej z najgłębszych stacji mojego filmowego serca. Już dawno nie spotkałem się z tak mocnym rezonansem mojego rondla z obrazem pochłanianym z telewizyjnego ekranu. Cóż, jedno jest pewne - na pewno mogę polecić ten film każdemu "najgorszemu człowiekowi na tym świecie''... a zwłaszcza takiemu po czterdziestce na karku. I tak, wiem że film obrazuję dzisiejsze niezdecydowanie zasponsorowane mnogością dostępnych (zarówno pod względem kariery jak i relacji) wyborów, wiem również, że dla niektórych film może mieć miałkie przesłanie lub zostawiać odczuciem braku mocnego wydźwięku lub głębszej wymowy. Lecz dla mnie najważniejsza jest emocjonalna podróż tym Trierowskim pociągiem. Każda odwiedzana przez fabułę filmu stacja jest inna, a wizyta na niej zostawia ułamek siebie w widzu. Takie drobne szczegóły, które skutecznie dziobią głębokie zakamarki personalnych wspomnień i lekko już zakurzonych przemyśleń – uwielbiam to.

    Podsumowując dla mnie jest to jedna z najlepszych, filmowych niespodzianek na jakie udało mi się trafić w przeciągu ostatniego roku, a pochłaniam naprawdę sporą ilość platform streamingowych każdego tygodnia. Film przywrócił mi wiarę w opłacanie subskrypcji. Ponownie rozniecił iskrę ciekawości i chęci grzebania w poszukiwaniu innych emocjonalnych perełek spod znaku X muzy. Cóż więcej pisać, kiedym kontent do tego stopnia, iż podzielić się mym odkryciem z tobą drogi czytelniku raczył. Także Bywaj zdrów, dbaj o siebie …i nie zapomnij oglądać dobrych filmów w wolnym czasie.

Komentarze